Losowy tekscik:
W tej chwili wierzyła święcie, że to właśnie ona jest niewinną ofiarą niewierności kochanki. To Lorana była w oczach Entorianki samolubną krzywdzicielką, nie liczącą się z uzuciami byłej partnerki.
Wciąż płakała jak małe dziecko. Zamknęła oczy, aby nie patrzeć na te straszne zdjęcia. Podniosła dłonie do twarzy, jakby miała chęć własnymi paznokciami wydrapać sobie z oczodołów drogie implanty, byleby tylko chociaż trochę się zmniejszył. Musiała jednak leżeć spokojnie, wciskając brzeg koca w usta i znosząc katusze w ciszy, jeśli nie chciała zaalarmować rodziców.
Boli, bo musi boleć. Nic nie może poradzić na to przemożne poczucie niesprawiedliwości, na tę wściekłość na wszystkich ludzi, na szaleńczą tęsknotę za ukochaną. Właśnie tak będzie wyglądało jej życie bez Lorany. Będzie ono jak las w nocy, rojący się od nieprzyjaznych stworów, jak zimowe niebo bez gwiazd. Nigdy więcej nie zobaczy uatessinki. Byłoby lepiej, gdyby umarła wczoraj na łodzi, trzymając ją w objęciach.
Była jak przekłuty balon, z którego uszedł gaz fałszywej dumy. Nigdy też, nawet wtedy, gdy straciła oczy i leżała sama jedna na twardej więziennej posadzce, wyjąc na cały głos i wołając śmierci, nawet w dniu, gdy Kimmo zdradził jej zaufanie i zniszczył ich kruchą więź, nawet w te okropne noce, gdy nie mogła zasnąć w mieszkaniu Carradine’ów, tęskniąc za przerwanym dzieciństwem, nie czuła się tak bardzo przed babką, szukając Lorany w tamtym domu.
-Cieszę się, że wyjechała – powtórzyła matka. – Już dość wstydu nam przyniosłaś z jej powodu. Kobiety, które kładą się do łóżek innych kobiet nie zasługują na szacunek uczciwych ludzi.
Derra zbyła tę uwagę milczeniem, powracając w myślach do uprowadzenia psa. Z jednej strony Lorana miała bezsporne prawo do zabrania Gryfa, którego kupiła przyjaciółce za własne pieniądze. Wprawdzie to Derra częściej zajmowała się w Spid owczarkiem i pies był przywiązany mocniej do Entorianki, a jednak jego właścicielką z prawnego punktu widzenia była Lorana. Pomimo to Derra nie mogła oprzeć się przekonaniu, że jeśli zamierza mieszkać u rodziców jeszcze przez kilka lat, musi zapracować sobie na przychylność przynajmniej jednego z nich.
Lubiła zapuszczać się samotnie w las i zastawiać wnyki za zające. Ustrzeliła złuku sarnę, z której była ogromnie dumna, i schwytała gołymi rękami dwie grube żmije. Strzelała do dzikich gęsi, gnieżdżących się obficie w przybrzeżnej strefie jeziora, i wybierała potem jaja z gniazd, z przyjemnością nurkując w chłodnej wodzie. Zbierała grzyby i suszyła je na lepce, nawlókłszy wpierw na grubą nić. Albo po prostu spacerowała bez celu, gapiąc się w niebo, lub siadała w tajemnicy przed wszystkimi, w świetle dnia udając niezłomną.
Lorana Yel naprawdę znikła w końcu z jej życia, znajdując bezpieczną przystań w ramionach mężczyzny, którego Derra zdołała nawet trochę polubić, kiedy mieszkała w Spid. Był to zdrowy, ze wszech miar właściwy układ i Derra miała mu nawet przyklasnąć, kiedy już opadną fale wzburzenia.
A jednak w klepsydrze utraconych szczęść przesypało się kolejne ziarenko. Może tak było zapisane eony wieków temu w gwiazdach. Może ścieżki tych dwóch skrzyżują się jeszcze raz w odległej przyszłości, stając się jednym świetlistym szlakiem.
Do zobaczenia za Wielką Rzeką, kochana syrenkoego wolała, by Lorana jej nie ledziła. Omijała ją także we wsi, starając się nie okazywać zmieszania.
-To jest dokładnie tak samo jak z tobą i Kamisą – odparła. – Moja miłość nie różni się od tej, która przytrafia się innym ludziom.
Pytano ją o to jeszcze wiele razy. Najpierw odpowiadała, że to jest zupełnie tak samo, potem, że prawie tak samo, a jeszcze później była coraz mniej przekonana o tej identyczności i coraz trudniej jej przychodziło znalezienie zadowalającej odpowiedzi. Wreszcie przestała odpowiadać, pokrywając skrępowanie jakimiś niepotrzebnymi czynnościami i marząc o dniu, w którym ludzie przestaną interesować się jej życiem osobistym.
Już wybrała swój los. A jednak wzdragała się na myśl o chwili, gdy powie o tym Loranie. Zastanawiała się, czy nie zdołałaby cofnąć czasu. Przypomniała sobie, jak przekonywała Loranę, że powinna wyjść za mąż. A jednak teraz, kiedy tak właśnie się stało, z trudem panowała nad rozczarowaniem i żarzącą się silnie wściekłością. Przecież Lorana należała w całości do niej, nie miała więc prawa podarowywać siebie żadnemu mężczyźnie ani kobiecie. To była zdrada, wstrętna zdrada. Nie miał tutaj większego znaczenia? – Lorana podniosła nagle głos, zaczynając prawie krzyczeć na towarzyszkę. Odsunęła się przy tym od Derry na odległość wyciągniętego ramienia. – Że skoro obie jesteśmy kobietami, to nie możemy naprawdę się kochać, a co najwyżej bez zobowiązań rozerwać? I to najlepiej tak, by nikt się o tym nie dowiedział? Sądzisz, że ja również widzę to w taki sposób?
-Nigdy tak nie myślałam – Derra pokręciła ostro głową, broniąc się przed ak niesprawiedliwości, na tę wściekłość na wszystkich koronacjach Imperatorów, a czeka mnie ich cztery lub pięć. Chciałbym założyć rodzinę i wychować kilkoro dzieci. Ale przecież zagrodziła sama sobie tę ścieżkę, wybierając takie rozwiązania, które zadowolą jej bliskich i pozwolą na zrealizowanie pozostałych życiowych celów.
Pewnego dnia Ergon zagadnął ją niespodziewanie wybiegły ku Loranie. Może w obliczu tak wielkiej tragedii nie powinna ulegać naciskom malarki.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 11765 11766 11767