Losowy tekscik:



Jej stosunki z matką wciąż były chłodne, chociaż poprawne. Z ojcem rozumiała się trochę lepiej i często zachodziła do jego pracowni, żeby pogawędzić. Nadal miała mu za złe bierność w sprawie Lorany, lecz nie okazywała tej niechęci w przekonaniu, że szybka nie pękła przypadkowo. Wodziła ostrożnie palcem po pajęczynie rys, myśląc o tym, jak przewrotny sposób wybrała Lorana, by symbolicznie ukazać los ich miłości.
Osunęła się na dywan, opadła na kolana, oparła rozognione czoło o róg stołu. Wstrząsnął nią gwałtowny szloch bezbrzeżnego zawodu i poczucia nieskończonej samotności.
-Podła czarownica! – jęknęła. – Podła, podła...
W tej chwili wierzyła święcie, że to właśnie ona jest niewinną ofiarą niewierności kochanki. To Lorana była w oczach Entorianki samolubną krzywdzicielką, nie liczącą się z uzuciami byłej partnerki.
Wciąż płakała jak małe dziecko. Zamknęła oczy, aby nie patrzeć na te straszne zdjęcia. Podniosła dłonie do twarzy, jakby miała chęć własnymi paznokciami wydrapać sobie z oczodołów drogie implanty, byleby tylko nie widzieć tych przejmujących dowodów na okrucieństwo Quatessinki.
Świat już nigdy nie miał być wobec niej w porządku. Zerwała się nagle na równe nogi, zgarnęła wszystkie zdjęcia oraz list i zaczęła drzeć je z pasją na drobne kawałeczki, które pozbierała potem co do jednego. Zbiegła po stromych schodach na dół, uważając, by żaden karteluszek nie wypadł z jej złączonych w czerpak dłoni. Wrzuciła skrawki w ogień kominka, nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenia domowników. Stała tak, ciężko dysząc i patrząc z fascynacją, jak słabe płomienie pożerają powoli ostatnie ślady jej wielkiej miłości.
-Co robisz, Derro? – spytał ojciec, zbliżając się do kominka i zaglądając ciekawie w ogień, jakby chciał odczytać słowa z podartych kartek. – Co tam wrzuciłaś?
-Palę wspomnienia – odarła, nie patrząc na nikogo. Jej oczy już wysychały, chociaż na policzkach wciąż lśniła zdradliwa wilgoć. Płacz nie mógł niczego zmienić, nie przynosił ulgi, więc postanowiła nie pokazywać swojej słabości. Nawet najgorętsze trudy życia i najsilniejsza odwzajemniona miłość nie zdołały wyrugować z niej tamtej dziewczynki, która połykała łzy w tajemnicy przed wszystkimi, w świetle dnia udając niezłomną.
Lorana Yel naprawdę znikła w końcu z jej życia, znajdując bezpieczną przystań w ramionach mężczyzny, którego Derra zdołała nawet trochę polubić, kiedy mieszkała w Spid. Był to zdrowy, ze wszech miar właściwy układ i Derra miała mu nawet przyklasnąć, kiedy już opadną fale wzburzenia.
A jednak w klepsydrze utraconych szczęść przesypało się kolejne ziarenko. Może tak było zapisane eony wieków temu w gwiazdach. Może ścieżki tych dwóch skrzyżują się jeszcze raz w odległej przyszłości, stając się jednym świetlistym szlakiem.
Do zobaczenia za Wielką Rzeką, kochana syrenkoadnego, który starał się o pracę tylko raz w życiu i nigdy potem jej nie zmieniał, dodał prędko:
-Myślę, że Derra i jej rodzina nie odmówią ci pomocy.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 11765 11766 11767